W artykule stawiamy pytanie o postawy społeczne, na których zbudowane może być obecnie społeczeństwo wielokulturowe w Polsce, a także jakiego typu będzie to wielokulturowość. W wyniku nasilających się we współczesnym świecie procesów globalizacyjnych przybywa obecnie do naszego kraju wielu imigrantów, odmiennych kulturowo i często rasowo. Poprzez swój pobyt przyczyniają Społeczeństwo Polski na tle Europy. 14 lipca 2022 Napisał dr Bartłomiej Kulas. Polska to kraj zamieszkany przez ponad 38 milionów mieszkańców – jedno z większych pod tym względem państw europejskich. Społeczeństwo naszego kraju stanowi drugi dział realizowany w klasie 7 szkoły podstawowej. Obejmuje tematy związane ze Na każde wydane euro, sektor rolny generuje dodatkowe 0,76 euro dla gospodarki UE. Wartość dodana brutto z rolnictwa - czyli różnica między wartością wszystkiego, co wyprodukował podstawowy sektor rolnictwa UE, a kosztami usług i towarów wykorzystywanych w procesie produkcji - wyniosła w 2020 r. 178,4 mld euro. Całkowity poziom rozwoju cyfrowego Polski wynosi 98 punktów. Oznacza to, ze nasz kraj jest 2% poniżej średniej dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW). Najlepiej na tle reszty krajów regionu wypadamy pod względem cyfryzacji usług publicznych (113 punktów). Najbardziej leży w Polsce obszar kapitał ludzki (86 punktów). PDP wyrażony jako % PKB Polski spadł do poziomu 40,2%. To najlepszy wynik od 2001 roku. W 2020 roku było to 47,6%. Z kolei w roku wprowadzenia 500+, wynosił on aż 52,1% PKB. Najwyższą wartość uzyskał w 2013 roku i było to 54,1%. W następnym roku wskutek zmian w OFE uległ on dynamicznemu spadkowi do 48,6%. Recenzja dziela: STANISŁAW AUGUST PONIATOWSKI I EUROPA WIEKU ŚWIATEŁ. STUDIUM KOSMOPOLITYZMU. Jean Fabre, przekład z francuskiego Jan Maria Kłoczowski, redakcja naukowa Piotr Skowroński. Wyd. Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie, 2022. Tom I, str. 436, ISBN 978-83-67992-04-2, tom II str. 654, ISBN 978-83-67992-04-9 . Czy większość z nas mieszka w domach czy w mieszkaniach, w mieście, na wsi czy na przedmieściach? Jak wielu Polaków wynajmuje mieszkania, a ilu zdecydowało się na zakup własnego lokum obciążając je hipoteką? Informacje na ten temat można znaleźć na stronach Eurostatu. Porównywalne dane dla większości europejskich krajów można znaleźć za rok 2018. Dane za rok 2019 podały dotychczas nieliczne państwa, chociaż jest wśród nich Polska. Analiza oparta jest na danych za rok 2018, ale tam gdzie informacje dotyczą tylko Polski podawane są też dane za rok 2019. Jak mieszkają Polacy? Według danych Eurostatu większość z nas w roku 2018 mieszkała na wsi (41,1%), w mieście 34,4% a pozostałe 24,4% na przedmieściach wielkich miast i w małych miastach. Kluczem podziału jest tu gęstość zaludnienia. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat spada odsetek osób mieszkających w miastach i na wsi na korzyść mniejszych miast i przedmieść. Ponad połowa Polaków (55,8% ) mieszka w domach, w zdecydowanej większości są to domy wolnostojące – w takich domach mieszka 50,1%, a tylko 5,6% Polaków mieszka w domach w zabudowie bliźniaczej. Nie dziwi fakt, że 63% domów wolnostojących jest zlokalizowanych na wsi, 25% w małych miastach i na przedmieściach dużych miast, a tylko 12% na terenach wielkomiejskich. Zabudowa bliźniacza cieszy się większą popularnością w miastach, 30% spośród takich budynków zlokalizowanych jest w dużych miastach plus 29% w małych miastach i na przedmieściach dużych miast , na wsi 41% ale większość z nich prawdopodobnie w gminach sąsiadujących z większymi miastami. Od roku 2005 odsetek Polaków mieszkających w domach wolnostojących wzrósł z 44,4% do 51,9% w roku 2016, a w następnych stopniowo spada do 50,1% w roku 2018 i 49,5% w roku 2019. Zjawisko to nie występuje na obszarach wielkomiejskich, gdzie poziom jest stabilny i nie podlega większym zmianom, za to domów przybywa na obrzeżach mniejszych miast oraz na obszarach wiejskich. Udział osób mieszkających w mieszkaniach w Polsce w roku 2016 spadł do poziomu 42,5%. W roku 2005 było to 50,2% czyli na przestrzeni 12 lat zmniejszył się o 7,7 punkty procentowe. Tendencja ta zaczęła się zmieniać w 2017r. i kolejnych latach, udział mieszkań w zasobach mieszkaniowych rośnie, w 2018r. wynosił 44% a dostępne dane za rok 2019 mówią o wzroście do poziomu 44,6%. Eurostat podając dane na temat warunków mieszkaniowych wyodrębnia budynki mieszkalne wielorodzinne z liczbą mieszkań poniżej 10 i takie, w których jest 10 i więcej mieszkań. W budynkach wielorodzinnych, w których zlokalizowane jest 10 i więcej mieszkań, mieszkało 34,7% Polaków, 9,4% mieszkało w mniejszych budynkach gdzie mieszkań jest poniżej 10 szt. Lokalizacja nieruchomości mieszkaniowych w Polsce [2018r.] Ilu Polaków mieszka w domach wolnostojących, bliźniaczych i szeregowych a ilu w mieszkaniach w mniejszych i większych budynkach wielorodzinnych [2018r.] Polacy mieszkający w domach wolnostojących i bliźniaczych w latach 2005 - 2019 [%] Udział osób mieszkających w Polsce w mieszkaniach w budynkach wielorodzinnych w latach 2005 - 2019 [%] Nieruchomość mieszkaniowa własna czy wynajmowana? Prawie 3/4 gospodarstw domowych w Polsce mieszka w domu lub mieszkaniu, którego jest właścicielem, a nieruchomość nie jest obciążona hipoteką lub kredytem mieszkaniowym. W nieruchomości obciążonej hipoteką bądź kredytem mieszkaniowym mieszka 11,1% Polaków, a 16,0% wynajmuje dom lub mieszkanie. To dane za rok 2018. Wśród wynajmujących nieco mniej niż połowa (48%%) nie ma dzieci, a 52% wynajmujących ma pod opieką małoletnie dzieci. Jeśli chodzi o właścicieli nieruchomości mieszkaniowych, to gospodarstwa domowe z dziećmi na utrzymaniu przeważają, w 2018r. było ich ok. 55%, a te bez dzieci na utrzymaniu stanowiły niecałe 45%. Udział osób mieszkających w jednym gospodarstwie domowym z małoletnimi dziećmi w domach lub mieszkaniach własnościowych bez hipoteki w 2018r. wynosił 37,5% niemal tyle samo, co w roku 2007, choć w międzyczasie udział ten wahał się i w roku 2010 wynosił 42,6%. Odsetek osób z dziećmi mieszkających w nieruchomościach obciążonych kredytem hipotecznym bądź mieszkaniowym systematycznie rośnie, w 2007r. wynosił zaledwie 2,3% a w roku 2018 wzrósł do 8,8%. Dane za 2019 podają 9,5%. Udział rodzin bez dzieci mieszkających we własnej nieruchomości bez hipoteki od kilku lat utrzymuje się na poziomie 34 – 35%, natomiast tych z obciążeniem hipotecznym jest zdecydowanie mniej, ale ich odsetek systematycznie rośnie do 2,5% w 2018r. (2,7% w 2019r.). Status własnościowy nieruchomości mieszkaniowych w Polsce w 2018r. Rodziny z dziećmi mieszkające we własnych domach lub mieszkaniach bez hipoteki w Polsce Rodziny z dziećmi mieszkające we własnych domach lub mieszkaniach obciążonych hipoteką w Polsce Rodziny bez dzieci mieszkające we własnych domach lub mieszkaniach bez hipoteki w Polsce Rodziny bez dzieci mieszkające we własnych domach lub mieszkaniach obciążonych hipoteką w Polsce Jak mieszkają Europejczycy? W 2018r. 41,8% Europejczyków mieszkało w miastach, 31,2% w małych miastach i na przedmieściach wielkich miast, a pozostałe 27% na wsi. Najwyższy odsetek osób mieszkających w miastach występuje na Malcie (prawie 90%), najniższy zaś tylko 15,1% w Luksemburgu. W miastach i na przedmieściach najwięcej osób mieszka w Belgii – 53,7%. Na obszarach wiejskich mieszka najwięcej Litwinów – 54,3%. Ponad połowa Europejczyków 57,4% mieszka w domach a 41,9% w mieszkaniach. Jest to średnia dla 28 państw członkowskich UE i jest najbardziej zbliżona do sytuacji odzwierciedlającej warunki polskie. Najwięcej osób mieszka w domach w Irlandii (92,0%), w Wielkiej Brytanii (84,8%), w Norwegii (78,2%). Udział osób mieszkających w mieszkaniach najwyższy jest na Łotwie 66,2%, w Hiszpanii wynosi 64,9%, w Szwajcarii 62,5%. Najwięcej osób mieszka w domach zlokalizowanych w miastach w Wielkiej Brytanii 46,9%, na Malcie 39,7%, Holandii 36,9%,. Osoby mieszkające w domach w miastach i na przedmieściach wielkich miast stanowią aż 46,5% mieszkańców Belgii. Najwyższy odsetek osób mieszkających w domach zlokalizowanych na obszarach wiejskich występuje w Rumunii 44,2%, w Słowenii 40,3%, w Irlandii 40,0%. W domach wolnostojących mieszka 33,3% mieszkańców 28 państw członków UE i 24,1% w domach bliźniaczych i szeregowcach. Chociaż w Polsce niewiele osób mieszka w tzw. bliźniakach, w Europie są kraje gdzie jest ich więcej niż domów wolnostojących np. w Wielkiej Brytanii 60,8%, w Holandii 58,0%, w Irlandii 52,1%. Osoby mieszkające w mieszkaniach żyją w miastach i na przedmieściach, te zlokalizowane na wsi należą do mniejszości. W 2018r. w mieszkaniach w budynkach z mniej niż 10 mieszkaniami zamieszkiwało 18,1 % Europejczyków, w budynkach większych z 10 i większą liczbą mieszkań – 23,9%. Są państwa gdzie więcej osób żyje w budynkach wielorodzinnych mniejszych poniżej 10 mieszkań tj. Szwajcaria, Portugalia, Niemcy i takie gdzie więcej osób mieszka w budynkach wielorodzinnych z ponad 10 mieszkaniami np. Estonia, Bułgaria, Czechy, Łotwa, Słowacja, Hiszpania. Lokalizacja nieruchomości mieszkaniowych w Europie Rozkład ludności ze wzg. na typ nieruchomości mieszkaniowych w Europie Ilu Europejczyków mieszka we własnym domu lub mieszkaniu, ile nieruchomości obciążonych jest hipoteką? Średnia dla 28 państw UE jest następująca: 26,5% Europejczyków mieszka w nieruchomościach własnościowych obciążonych kredytem hipotecznym bądź mieszkaniowym, 42,8% w nieruchomościach własnościowych, domach lub mieszkaniach bez obciążenia hipotecznego, a 30,7% w nieruchomościach wynajmowanych. Najwięcej nieruchomości obciążonych hipoteką jest w Norwegii 60,1%, w Holandii 60,5%, w Szwecji 51,78%. Najwięcej osób mieszka w nieruchomościach bez obciążenia hipotecznego w Rumunii 95,3%, w Chorwacji 83,3% i w Bułgarii 80,9%. Najwięcej osób mieszka w nieruchomościach wynajmowanych w Szwajcarii 57,5%, w Niemczech 48,5%, w Austrii 44,6%, najmniej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. W 28 krajach UE podobna liczba rodzin ok. 35% mieszka we własnych nieruchomościach zarówno w gospodarstwach domowych z dziećmi na utrzymaniu jak i bez dzieci. Dzieci w gospodarstwie domowym nie mają również wpływu na odsetek osób wynajmujących nieruchomości i to dotyczy większości państw europejskich z wyjątkiem takich państw jak Niemcy gdzie mniej rodzin wychowujących dzieci wynajmuje nieruchomości 17,5% niż rodzin bez małoletnich dzieci – 31,1%. Status własnościowy nieruchomości mieszkaniowych w Europie źródło: opracowanie własne na podstawie danych Eurostat Z badań IRG SGH wynika, że w czwartym kwartale 2021 r. polska gospodarka zwalnia. Pogorszenie się koniunktury odnotowano w przemyśle przetwórczym, budownictwie i handlu. Pogorszyły się także nastroje gospodarstw domowych. Tylko w sektorze bankowym miała miejsce poprawa. Zarówno przedsiębiorcy jak i konsumenci obawiają się dalszego wzrostu cen. Sygnały spowolnienia pojawiły się już w trzecim kwartale Na początku IV kwartału 2021 r. wartość barometru BARIRG, będącego syntetycznym wskaźnikiem koniunktury gospodarczej, obliczanym jako średnia ważona wskaźników koniunktury w ww. działach gospodarki, wynosi -8,4 pkt. To wynik nieco wyższy od wieloletniej średniej (-9,9 pkt) dla tej pory roku. Spadek wartości barometru w porównaniu z III kwartałem br. wyniósł 6,6 pkt. W skali roku wartość barometru wzrosła o 14,5 pkt, co w przeważającej mierze jest tzw. efektem bazy. Rysunek. Barometr IRG SGH (BARIRG) i realny PKB w latach 2003-2021 Uwaga: stopa wzrostu realnego PKB w III kwartale 2021 r. to tzw. szybki szacunek. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS i IRG SGH. Największy wpływ na spadek wartości barometru w IV kwartale miało pogorszenie się nastrojów gospodarstw domowych Spadek wartości wskaźnika o 16,9 pkt spowodował spadek wartości barometru o 4,8 pkt. Spadki wartości wskaźników koniunktury w przemyśle przetwórczym (o 5,1 pkt), budownictwie (o 9,8 pkt) i handlu (o 6 pkt) przyczyniły się do spadku wartości barometru odpowiednio o: 1,7, 1,4 i 0,8 pkt. Wzrost wartości wskaźnika koniunktury w sektorze bankowym o 15,1 pkt zmniejszył spadek wartości barometru o 2,2 pkt. W skali roku wartości wszystkich ws Polska należy do państw europejskich o najniższym współczynniku dzietności. Zgodnie z danymi Eurostatu z 2019 roku jedna kobieta w Polsce w ciągu swojego życia urodzi średnio 1,44 dziecka. To znacząco mniej, niż potrzeba, aby utrzymać liczebność populacji na stałym wstępie warto wyjaśnić co oznaczają w praktyce wskaźniki wyliczone dla poszczególnych państw przez Eurostat. Do badania dzietności europejski urząd statystyczny wykorzystał w tym przypadku tzw. współczynnik dzietności ogólnej (ang. total fertility rate).W Europie rodzi się za mało dzieci do utrzymania poziomu populacjiJego wynik oznacza średnią liczbę dzieci, które urodzą się żywe kobiecie w wieku rozrodczym, w ciągu jej życia – zgodnie ze współczynnikami płodności właściwymi dla danego wieku kobiety w określonym roku (to istotne z wielu powodów – np. dlatego, że dwie kobiety będące w tym samym wieku i żyjące w tym samym kraju mają inne szanse na urodzenie żywego dziecka w zależności od tego, czy mamy rok 2019 czy też 1974).Według Eurostatu do osiągnięcia dzietności, która w rozwiniętym państwie pozwoliłaby co najmniej na utrzymanie obecnej wielkości populacji, konieczne jest utrzymywanie współczynnika na poziomie 2, takiego wyniku daleko jest każdemu zbadanemu przez Eurostat państwu Europejskiego Obszaru Gospodarczego (państwa UE oraz Norwegia, Szwajcaria, Liechtenstein i Islandia) – ale w szczególności daleko jest i południe Europy na dole stawkiWynik wspomnianego współczynnika dla Polski w 2019 wyniósł 1,44, co oznacza, że jedna kobieta w wieku rozrodczym żyjąca w Polsce urodzi w swoim życiu średnio 1,44 dziecka. Gorzej pod tym względem jest w 8 z 31 państw EOG – w Portugalii, Finlandii, Grecji, Luksemburgu, na Cyprze, we Włoszech, Hiszpanii i na Malcie (najgorszy wynik – 1,14).Zauważalna jest pewna prawidłowość – zdecydowanie najgorsze wyniki osiągają państwa południa Europy. W najgorszej ósemce znalazło się ich aż sześć, a najlepszy wynik spośród krajów, które można zaliczyć do tego grona zanotowała Bułgaria (ze współczynnikiem na poziomie 1,58 zajęła ex aequo 12 miejsce obok Belgii).Państwa regionu radzą sobie lepiejWynik Polski wypada źle nie tylko ogólnie na tle państw EOG, ale także w porównaniu do innych krajów naszego regionu. Do czołówki europejskiej pod względem współczynnika dzietności należą przede wszystkim Rumunia (2 miejsce z wynikiem 1,77) i Czechy (6 miejsce z wynikiem 1,71).Przyzwoicie na tle innych wypadły jednak także kraje bałtyckie (Estonia, Łotwa i Litwa kolejno na miejscach od 8 do 10) – a wraz z Łotwą i Litwą sklasyfikowano także Słowenię. Wspomniana Bułgaria osiągnęła 12 wynik, Słowacja – 14 (wraz z Holandią), a Węgry – 16 (tuż przed Niemcami). Polska była natomiast współczynnik dzietności ogólnej zanotowano we Francji, gdzie wyniósł on 1, coraz gorzej, ale i tak lepiej niż 20 lat temuWarto przy tym zauważyć, że średni poziom współczynnika dzietności w Unii Europejskiej od 2016 roku sukcesywnie spada – z poziomu 1,57 do 1,53 w 2019 zmienia to jednak faktu, że utrzymuje się on na podobnym pułapie już od ponad dekady, gdy dobiegł końca gwałtowny trend wzrostowy, zapoczątkowany w 2001 roku. Wówczas w zaledwie 7 lat współczynnik dzietności wzrósł z poziomu 1,43 do 1, sytuacja jest obecnie znacząco lepsza niż na przełomie wieków, trudno przypuszczać, że w najbliższej przyszłości wydarzy się znaczący skok, który pozwoli nam osiągnąć poziom dzietności pozwalający na utrzymanie obecnej wielkości populacji, a co nawet ważniejsze, zrównoważenie gwałtownie przyrastającego udziału seniorów w się więc (na podstawie powyższych danych), że w przyszłości w Europie oczekiwać można przede wszystkim postępującego przypływu imigrantów spoza UE i sukcesywnego podnoszenia wieku emerytalnego dla zrównoważenia konsekwencji starzenia się wiek emerytalny wyjdzie z użycia. W wieku 70 lat będziemy wciąż pracować – wywiad z głównym ekonomistą PFRJacek RosaDziennikarz 300Gospodarki. Absolwent finansów na Szkole Głównej Handlowej w Warszawie i Uniwersytecie Maastricht w Holandii, a także absolwent programu Akademia Młodych Dyplomatów organizowanego przez Europejską Akademię Dyplomacji. Wydarzenia ostatnich dwóch tygodni skupiły uwagę całego świata na nieuzasadnionej i absolutnie nieakceptowalnej agresji Rosji wobec Ukrainy (również cywilów!!!). Te działania wymagają natychmiastowej i bardzo solidarnej postawy całego świata. Pełnoskalowe działania wojenne w środku Europy w XXI wieku − to brzmi jak bardzo słaby żart rodem z science fiction. To niestety jednak fakt, który niszczy życie ludzkie. Rosja została obłożona niespotykanymi dotąd sankcjami, które razem z czysto ludzkim strachem spowodowały bardzo silne ruchy także na rynku Polska, z uwagi na swoją bliskość geograficzną z Ukrainą odczuwa te wahania wyjątkowo silnie, począwszy od waluty, przez rynek kapitałowy, skończywszy na cenie pieniądza. KNF ostrzega jednocześnie banki o wzroście stóp procentowych nawet o 5 punktów procentowych (Stanowisko UKNF ws. działań mających na celu ograniczenie poziomu ryzyka kredytowego z 7 marca 2022). Wykorzystajmy dostęp do najświeższych danych udostępnionych przez EFAMA − European Fund and Asset Management Association, i zobaczmy jak wyglądał na koniec ubiegłego roku (dwa miesiące przed rosyjską agresją na Ukrainę) na rynku funduszy inwestycyjnych w Europie i jak na jej tle przedstawiał się polski krajobraz instrumentów wspólnego inwestowania (na podstawie danych z serwisu analitycznego FundOnline). Bądźmy w kontakcie! Prosto na Twojego maila będziemy wysyłać skrót najważniejszych informacji ze świata finansów, powiadomienia o nowościach rynkowych, najnowsze oceny i raporty oraz codzienne notowania wybranych przez Ciebie funduszy inwestycyjnych. Ocena stanu faktycznego wg danych na jest dzisiaj o tyle istotna, o ile będzie stanowić benchmark do ponownej analizy rynku europejskiego i polskiego, tym razem w czasie trwania konfliktu zbrojnego (lub, o co stara się cały świat, już tuż po ustaniu działań wojennych) oraz tym samym oceny rzeczywistego wpływu wojny na siłę i kierunek ruchów kapitału na rynku funduszowym. Na początek jednak krótkie przypomnienie stosowanej nomenklatury i klasyfikacji funduszy (Tabela 1). Tabela 1: Klasyfikacja funduszy UCITS / non UCITS Porównania Polski na tle Europy dokonam w podziale na osobne ujęcie kwestii sprzedaży netto oraz aktywów. Taka kolejność uzasadniona jest o tyle, o ile to właśnie sprzedaż netto wskazuje na faktyczny popyt na fundusze, a wzrost wartości aktywów jest pochodną między innym właśnie salda wpłat i umorzeń. Zatem przeanalizujmy liczby. Sprzedaż netto w całym 2021 roku wyniosła w Europie 865,1 mld euro, co w stosunku do wartości aktywów zgromadzonych na koniec grudnia 2021 wyniosło 3,9%. Nowy biznes aż w 92% pochodził z funduszy typu UCITS (FIO, ETF) i jedynie w 8% z funduszy alternatywnych czyli AIF. W przypadku Polski saldo wpłat i umorzeń wyniosło w ubiegłym roku łącznie 14,4 mld zł, czyli 3,1 mld EUR (EURPLN=4,59; fixing NBP wg stanu na co stanowiło 0,36% udziału w europejskim rynku oraz 4,7% aktywów zgromadzonych na koniec ubiegłego roku w Polsce. Co równie istotne, w przypadku Polski struktura nowego biznesu była absolutnie odwrotna niż w Europie, to znaczy prawie 80% nowych środków netto pochodziło z funduszy alternatywnych i jedynie nieco ponad 20% to środki pozyskane w ramach funduszy UCITS, czyli FIO. Szczegółowe zestawienie dotyczące sprzedaży netto znajduje się w Tabeli 2 poniżej. Fundusze typu UCITS: EUROPA (798 mld EUR) Sprzedaż netto funduszy UCITS w Europie w 2021 roku ewidentnie nosiła symbol akcji. Równo 50% nowego biznesu pochodziło z tej właśnie grupy funduszy. Równie silne (po ok. 23%) były dwie kolejne grupy funduszy: to multi-assets (fundusz mieszane) oraz fundusze obligacji. POLSKA (0,65 mld EUR -> 0,08% Share of European Market; SoEM) Polscy inwestorzy, choć w dużo mniejszej skali zachowali się bardzo podobnie jak Europejczycy, to znaczy ponad 100% dodatniej wartości salda wpłat i umorzeń pochodziło właśnie z funduszy akcji. Drugie w kolejności, tak samo jak w Europie, były fundusze typu multi-assets. Ujemne saldo zanotowały fundusze obligacji oraz rynku pieniężnego (obligacji uniwersalnych). Fundusze typu NON UCITS/AIF: EUROPA (67, 1 mld EUR) Napływ nowego biznesu do funduszy alternatywnych w Europie pochodził w głównej mierze z funduszy absolutnej stopy zwrotu, funduszy surowcowych oraz funduszy typu multi-assets. POLSKA (2,5 mld EUR -> 3,7% SoEM) W Polsce, podobnie jak w Europie, dodatnie saldo wpłat i umorzeń pochodziło głównie z funduszy absolutnej stopy zwrotu oraz funduszy surowcowych, jednak największym motorem napędowym były fundusze aktywów niepublicznych oraz fundusze zdefiniowanej daty PPK. Podobnie jak w Europie, tak i w Polsce silną pozycję w pozyskaniu nowego biznesu zajęły fundusze typu multi-assets. Tabela 2: Wartość i struktura sprzedaży netto funduszy inwestycyjnych w Europie i w Polsce (stan na r.) Źródło: Opracowanie własne na podstawie EFAMA Investment Fund Industry Fact Sheet – December 2021 oraz serwisu FundOnline Wiedząc już, jak kształtowała się sprzedaż netto funduszy inwestycyjnych w Europie i w Polsce, czyli jaki był skład strumienia nowego biznesu, zobaczymy, na jakim poziomie i z jaką strukturą aktywów ta nowa fala napływów środków zostawiła rynek funduszy na koniec ubiegłego roku. Aktywa netto na koniec 2021 roku wyniosły w Europie 21 964,1 mld euro. Aktywa te w 64% ulokowane były w funduszach typu UCITS (FIO, ETF), zaś pozostałe 36% zainwestowane były w funduszach non UCITS/AIF. Aktywa polskiego rynku wyniosły na koniec ubiegłego roku 301,6 mld zł, czyli 65,7 mld EUR (EURPLN=4,59; fixing NBP wg stanu na co stanowi 0,3% udziału w europejskim rynku. Per analogiam do sprzedaży netto, w przypadku Polski struktura aktywów jest odwrotna do tej odnotowanej na tle całej Europy, a mianowicie 62% aktywów netto ulokowanych jest w funduszach alternatywnych, zaś mniej niż 40% aktywów pochodzi z funduszy UCITS. Szczegółowe zestawienie dotyczące aktywów znajduje się w Tabeli 3 poniżej. Fundusze typu UCITS: EUROPA (13 949 mld EUR) Aktywa netto funduszy UCITS w Europie w 2021 roku, podobnie jak sprzedaż netto, zdominowane były przez fundusze akcyjne. Ponad 44% aktywów pochodziło z tej właśnie grupy funduszy. Drugą w kolejności grupę stanowią fundusze obligacji (24,4%). Struktura aktywów naśladuje zatem w dużej mierze strukturę sprzedaży netto. POLSKA (24,9 mld EUR -> 0,18% Share of European Market; SoEM) Polscy inwestorzy są dużo bardziej zachowawczy niż reszta Europejczyków. Prawie 34% aktywów zgromadzonych było bowiem w funduszach obligacyjnych, zaś kolejne 24% w funduszach rynku pieniężnego. W funduszach akcyjnych i mieszanych zgromadzonych było łącznie jedynie nieco ponad 40% (vs Europa 62%). Fundusze typu NON UCITS/AIF: EUROPA (8 015 mld EUR) Europejskie aktywa funduszy alternatywnych zdominowane są przez fundusze absolute return i fundusze surowcowe. Warto zwrócić uwagę na bardzo duży udział funduszy mieszanych w tej grupie aktywów. Stanowią one aż 26% (w Polsce jedynie 10%). POLSKA (40,8 mld EUR -> 0,5% SoEM) Polski rynek funduszy alternatywnych nosi symbol funduszy aktywów niepublicznych oraz funduszy zdefiniowanej daty PPK. Stanowią one prawie 64% wszystkich aktywów funduszy alternatywnych. Symptomatyczny jest niski udział funduszy akcyjnych w tej grupie funduszy, tj. niespełna 7% vs 14% w Europie. Równie godny uwagi jest fakt szczątkowego udziału funduszy nieruchomości (0,3%), który jest ponad 40 mniejszy niż ten odnotowany na rynku europejskim. Tabela 3: Wartość i struktura aktywów funduszy inwestycyjnych w Europie i w Polsce (stan na r.) Źródło: Opracowanie własne na podstawie EFAMA Investment Fund Industry Fact Sheet – December 2021 oraz serwisu FundOnline Znając już szczegółową wartość i strukturę sprzedaży netto oraz aktywów w podziale na fundusze UCITS i non UCITS/AIF, zamykając klamrą tę analizę, spójrzmy na Wykres 1 i postawmy ostatnie wnioski. Fundusze UCITS w Europie zdominowane są przez rozwiązania akcyjne; w Polsce zaś przez fundusze obligacyjne Fundusze AIF w Europie zdominowane są przez fundusze surowcowe, absolutnej stopy zwrotu oraz fundusze mieszane, w Polsce zaś przez fundusze aktywów niepublicznych oraz fundusze zdefiniowanej daty PPK Wykres 1: Struktura aktywów UCITS / non UCITS (AIF) – stan na r. Analizę tę powtórzę po publikacji danych przez EFAMA za marzec 2022 (czyli w czerwcu br.). Wówczas zaobserwować będzie można, jaki faktyczny wpływ na rynek funduszowy w Europie i w Polsce ma wojna w Ukrainie. Niemniej wyrażam głęboką nadzieję, że do tego czasu już dawno przestanie być ona faktem i Rosja wróci do języka dyplomacji. Grzegorz Kaliszuk, Dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych w Phinance Najnowszy raport NIZP – PZH pokazuje słabości i mocne strony zdrowia polskiego społeczeństwa oraz jego uwarunkowania. Wprawdzie dłużej żyjemy, ale w dziedzinie zdrowia publicznego wiele należy jeszcze zrobić, by dogonić społeczeństwa europejskie. Otrzymane wyniki komentują najwybitniejsi polscy eksperci. Fot. PAP 1. Długowieczne Polki, mocno przeciętni Polacy Polki żyją już tylko 1,7 roku krócej niż wynosi średnia europejska - prawie 82 lata (średnia to ponad 83. Trochę brakuje im do długowiecznych Hiszpanek, które osiągają wiek ponad 86 lat. Najkrócej wśród mieszkanek Unii żyją Bułgarki – tylko 78,7 roku. Znacznie gorzej pod tym względem przestawia się sprawa Polaków, którzy średnio żyją niespełna 74 lata (73,8). To ponad 4 lata mniej niż wynosi przeciętna długość życia mieszkańców Unii Europejskiej (78,0) i prawie siedem lat mniej niż Szwedzi (80,6). Najszybciej w Unii umierają Litwini, żyją średnio 69,2 roku. W całej Unii obserwuje się zależność długości życia od wykształcenia – im wyższe, tym dłuższe życie, ale szczególnie silny jest ten trend w krajach dawnego bloku wschodniego. 30-letni Czesi z wykształceniem gimnazjalnym lub niższym mogą oczekiwać ponad 15 lat krótszego życia (15,2) niż ich rówieśnicy po studiach. W przypadku Polaków, różnica też jest spora: wynosi prawie 12 lat (11,9). W przypadku kobiet różnice te są znacznie mniejsze. Wykształcone 30 –letnie Estonki będą statystycznie żyły o ponad osiem lat (8,4) dłużej niż ich koleżanki z edukacją na poziomie gimnazjalnym lub niższym. Polki – nieco ponad 5 lat (5,1). Komentarz eksperta: Dlaczego osoby gorzej wykształcone żyją krócej? Prof. Artur Mamcarz, Kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii WUM w warszawskim szpitalu SOLEC: Osoby mieszkające na Pradze Północ w stosunku do mieszkańców Wilanowa mogą żyć nawet i 15 lat krócej. Steruje tym bardzo złożony mechanizm, zależny od poziomu wykształcenia, możności, a tak naprawdę wiedzy. Jak się patrzy na ulicę w Stanach, to się widzi grubych ludzi, a jak jedzie na amerykański kongres medyczny, to są prawie sami szczupli. Im człowiek bardziej wykształcony, tym bardziej zdaje sobie sprawę z ryzyka narażającego na choroby. Wśród osób lepiej wykształconych mniej jest palaczy, mniej jest patologicznie grubych – mniej choruje na cukrzycę 2. typu. Jeśli już na coś chorują, to nie protestują, tylko biorą leki, często modyfikują też tryb życia (dieta, ruch). I nie eksperymentują – jak już się lepiej poczują, to nie ich odstawiają. Z tego powodu osoby lepiej wykształcone, nie tylko medycznie, dłużej żyją. 2. Polacy umierają przedwcześnie na choroby układu krążenia, a Polki na raka Główną przyczyną przedwczesnej śmierci Polaków w wieku 25-64 są choroby układu krążenia. Liczba mężczyzn umierających z tego powodu od końca lat 90. XX wieku systematycznie spada, ale na tle średniej unijnej wciąż wypadamy jednak niekorzystnie. Nasi panowie prawie dwukrotnie częściej niż statystyczny Europejczyk umierają na choroby układu krążenia. (183,8 na 100 tys. u nas i 96,8 na 100 tys. w Europie.) Główną przyczyną przedwczesnej śmierci Polek w wieku 25-64 są nowotwory złośliwe. W tym przypadku na tle Unii nie wypadamy tak źle ( 115,9 przypadków na 100 tys. u nas i 93 na 100 tys. w Europie). Przyczyną przedwczesnej śmierci Polaków obydwu płci są też tzw. choroby naczyń mózgowych, czyli udary. Ich liczba systematycznie spada, jednak daleko nam jeszcze do wskaźników unijnych. (W Polsce wśród mężczyzn notuje się 30,1 przypadków zgonów z powodu tych chorób na 100 tys., a w Unii 15,9. Wśród Polek 13,3 na 100 tys., podczas gdy statystycznych Europejek – 8,5). Komentarz eksperta: Dlaczego mężczyźni umierają przedwcześnie znacznie częściej niż kobiety? Prof. Artur Mamcarz, Kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii WUM w warszawskim szpitalu SOLEC: Nie do końca potrafimy wyjaśnić to zjawisko. Kobiety są zapewne chronione przez hormony do mniej więcej 50. roku życia, kiedy przechodzą menopauzę. Hormony działają trochę jak leki: rozkurczają naczynia, mniej jest nadciśnienia, śródbłonek naczyniowy jest chroniony nawet wtedy, gdy inne czynniki są takie same jak u mężczyzn, np. podwyższony cholesterol czy palenie papierosów. 3. Nowotwory wciąż niebezpieczne W ciągu ostatniej dekady w Polsce nie odnotowano postępu w wyleczalności nowotworów złośliwych – zauważają autorzy raportu. Skutecznie daje się zwalczyć zaledwie 43 procent tego typu chorób, co plasuje nasz kraj w ogonie Europy. Podobnie jest na Łotwie (także 43 proc.), zaś gorzej jedynie w Bułgarii (40 proc.). Średnia europejska wynosi 55 procent. Najlepiej pod tym względem jest w Szwecji, gdzie wyleczalność raka wynosi aż 64 proc. Spośród nowotworów spotykanych wyłącznie u jednej z płci, warto wspomnieć raka prostaty, którego wyleczalność w Polsce wynosi zaledwie 74 proc., podczas gdy w Finlandii sięga ona 93 proc. Z kolei w przypadku raka szyjki macicy plasujemy się obok Bułgarii na ostatnim miejscu w Europie (53 proc.), podczas gdy na Islandii daje się wyleczyć 73 proc. przypadków tego nowotworu. Komentarz eksperta: Dlaczego w Polsce, w porównaniu z innymi krajami Europy, wyleczalność nowotworów jest tak niska? Dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii: Obecna sytuacja jest wynikiem braku działań w przeszłości, kiedy została zaniechana lub zaniedbana powszechna ustawiczna edukacja prozdrowotna całego społeczeństwa oraz prewencja i profilaktyka nowotworowa. 40-50 proc. nowotworów można by uniknąć dzięki zmianie stylu życia i przyzwyczajeń. Powinniśmy wszyscy wykazywać „czujność onkologiczną” i pamiętać o złotej zasadzie 2-3 tygodni. Jeśli jakieś objawy lub dolegliwości leczone standardowymi środkami nie ustępują po tym czasie, należy zrobić badania w kierunku nowotworu. Inną sprawą są badania przesiewowe. Ludzie dostają zaproszenia, ale z nich nie korzystają, bo się boją, że wykryty zostanie rak. 70 procent chorych onkologicznie przychodzi za późno do lekarza. Podstawą w przypadku leczeniu nowotworów jest prewencja. Z wyliczeń Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że każdego roku na świecie można by uratować 3,7 mln ludzkich istnień, gdyby poczynić odpowiednie inwestycje w strategie prewencji, wczesnego wykrywania i powszechnego dostępu do nowoczesnego leczenia chorych na nowotwory. W krajach o niskim i średnim dochodzie narodowym inwestycja w działania prewencyjne, szacowana na około 11 miliardów dolarów, spowodowałaby potencjalne oszczędności w środkach przeznaczanych na leczenie chorych na raka w wysokości około 100 miliardów dolarów. Sytuacja w Polsce ulega powolnej poprawie dzięki realizacji kolejnych narodowych programów zwalczania chorób nowotworowych, które z konieczności (zbyt małe nakłady finansowe na służbę zdrowia) mają ciągle charakter interwencyjny, łagodząc uprzednie zaniechania i zaniedbania. My, onkolodzy, z nieustającą nadzieją czekamy jednak na wdrożenie narodowego programu strategicznego (Cancer Plan), który przed 2 laty złożony został w Ministerstwie Zdrowia - wypracowany przez zespół kilkudziesięciu onkologów i innych ekspertów w dziedzinie ochrony zdrowia. 4. Polacy w depresji Depresja jest poważnym problemem społecznym i medycznym w całej Europie. Ogólne objawy depresji wykazuje ponad 5 proc. Polaków (5,4 proc.) – ok. 1,5 mln osób. Natomiast 2 proc. cierpi z powodu najbardziej nasilonych objawów tej choroby. Najzdrowsi są pod tym względem nasi południowi sąsiedzi Czesi (3,2 proc. chorych na depresję) i Słowacy (3,4 proc.). Zaskakujące jest, że największy odsetek osób skarżących się na tą chorobę odnotowuje się w zupełnie różnych miejscach Europy: na Węgrzech (10,5 proc.) i w Portugalii (10,3 proc.) Przyczyny tego stanu rzeczy nie są znane. W tym drugim kraju odnotowano również najwyższy odsetek kobiet z depresją – 14 procent. Polsce jest to 6,7 procent. Reguła, że kobiety są bardziej podatne na tą chorobę niż mężczyźni, powtarza się we wszystkich krajach europejskich. Średnia unijna w przypadku płci męskiej wynosi 5,5 proc., natomiast żeńskiej 8,0 proc. Tak jak w przypadku innych schorzeń, na depresję chorują częściej osoby z niższym wykształceniem. Szczególny rozziew widać w przypadku kobiet, gdzie zarówno w Polsce, jak i w Europie, te z wykształceniem gimnazjalnym i niższym, mają dwuipółkrotnie większą szansę na zachorowanie na depresję, niż te po studiach. /> Komentarz eksperta: Jak można zmniejszać poziom zachorowań na depresję w Polsce, czy któryś z krajów Europy ma sukcesy na tym polu? Prof. Łukasz Święcicki, kierownik II Kliniki Psychiatrycznej, Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie: Programy pozwalające zwalczać depresję prowadzono z powodzeniem w Niemczech, a przeciwdziałające samobójstwom - w Skandynawii. Nasze rozwiązania są podobne, ale nie korzystaliśmy bezpośrednio z rozwiązań niemieckich czy skandynawskich. Po pierwsze należy zająć się grupami zwiększonego ryzyka: kobietami w okresie okołoporodowym, młodzieżą pod koniec gimnazjum czy na początku liceum, osobami, u których już odnotowano wcześniej epizody depresyjne, ludźmi starszymi, z rozmaitego typu innymi schorzeniami. Należy prowadzić badania przesiewowe, a wszystkie kobiety po urodzeniu dziecka powinny wypełniać Edynburski Kwestionariusz Depresji Poporodowej, pozwalający zidentyfikować te z depresją poporodową. Wśród młodzieży proponujemy upowszechnienie Terapii CBT - poznawczo-behawioralnej w wersji elektronicznej, którą nazywamy „szczepionką przeciwdepresyjną”. Sprawdziła się ona w Australii. Uczniowie w ramach lekcji ściągają na tablety czy komputery interaktywny plik, który pomaga im walczyć z depresją. /> 5. Wrodzona kiła w natarciu? W przypadku kiły, europejska średnia zachorowań jest nieco wyższa niż w polska. Wielce niepokojące jest jednak to, że w latach 2010-2014 co roku w naszym kraju odnotowywano ponad 10 przypadków kiły wrodzonej (powodującej zniekształcenie dziecka). Przypadki kiły wrodzonej, czyli przekazywanej przez matkę dziecku, zgłaszane przez Polskę i Bułgarię, stanowią większość przypadków tej postaci choroby w całej Europie. Autorzy raportu podejrzewają, że w Polsce choruje prawdopodobnie znacznie więcej kobiet w wieku rozrodczym niż wynika to ze statystyk. Nieświadome swego stanu (kiła może przybrać postać utajoną) – przekazują ją potomstwu. Komentarz eksperta: Dlaczego kiła wraca w niektórych krajach Europy? Prof. Sławomir Majewski. Kierownik Kliniki Dermatologii i Wenerologii, Warszawski Uniwersytet Medyczny: Fakt, że średnia zachorowań na kiłę w Europie jest nieco większa niż średnia polska wynika z braku zgłaszania wszystkich przypadków tej choroby przez lekarzy, którzy mają taki obowiązek. Potwierdzeniem tego może być fakt, że z naszego ośrodka pochodzi około 30% wszystkich zgłoszeń przypadków kiły nabytej (i aż 65% zgłoszeń przypadków rzeżączki) co świadczy, że inne ośrodki w Polsce zgłaszają bardzo mało przypadków. Z całą pewnością statystyki są zaniżone i mamy znacznie więcej przypadków kiły niż zgłoszeń. Pozostaje otwartym pytanie czy wszystkie zgłoszone przypadki kiły wrodzonej były prawidłowo potwierdzone weryfikacją obecności przeciwciał w klasie IgM (niezbędny warunek rozpoznania). Należałoby sprawdzić czy wszystkie kobiety w ciąży, zgodnie z wymogami ustawowymi, są dwukrotnie badane w czasie ciąży w kierunku kiły. 6. Zatruta Polska, zagrożeni Polacy W Polsce głównym źródłem pyłów PM 2,5 uważanych za najbardziej szkodliwe jest przede wszystkim spalanie węgla i biomasy. Większość mieszkańców polskich miast oddycha powietrzem bardzo zanieczyszczonym, przekraczającym normy nie tylko zalecane przez Światową Organizacje Zdrowia, ale i znacznie bardziej pobłażliwą pod tym względem Unię Europejską. Przez to rośnie zachorowalność na raka płuc i choroby układu oddechowego oraz układu krążenia. Istnieją też dowody, że zanieczyszczenie powietrza spowalnia rozwój dziecka w łonie matki i zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu. Prowadzone analizy pozwalają przypisać zanieczyszczeniu powietrza określone liczby przedwczesnych zgonów na 100 tys. mieszkańców. Najniższe wskaźniki notuje się w państwach Europy Zachodniej, a najwyższe w Wschodniej (gdzie powietrze jest najgorszej jakości.) Badania z 2013 roku dowodzą, że zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do śmierci największej liczby osób na Ukrainie i Białorusi oraz w Bułgarii (powyżej 100), najmniejszej zaś (poniżej 20) w krajach skandynawskich – Norwegii, Szwecji, Finlandii i na Islandii. Średnia europejska wynosi 50 przypadków, w Polsce - 60. Pytanie do eksperta: Za jakie schorzenia odpowiadają zanieczyszczenia? Dr Piotr Dąbrowiecki z Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie: Są silne dowody naukowe na to, że cząsteczki pyłów przenikając do organizmu przez ściany pęcherzyków płucnych mogą powodować reakcje zapalne. To dlatego, że pyły działają nie tylko na układ oddechowy, ale i uszkadzają układ krążenia, wywołują i nasilają miażdżycę naczyń krwionośnych, zwiększając śmiertelność z przyczyn sercowo-naczyniowych i z powodu raka płuca. Zanieczyszczone powietrze ma także wpływ na zaostrzenie objawów choroby u pacjentów z chorobą niedokrwienną serca, arytmią czy niewydolnością serca. To dlatego szacuje się, że narażenie przez kilka lat na drobne pyły może prowadzić do skrócenia oczekiwanego okresu życia o kilka miesięcy lub nawet kilka lat. 7. Nadwaga i otyłość cechą charakterystyczną Europejczyków Choć Polska nie należy do grupy pięciu krajów, w których otyłość i nadwaga stanowią największy problem, nie jest u nas w tej kwestii najlepiej. Wśród mężczyzn powyżej 18. roku życia zbyt dużo waży 68,2 proc., zaś w przypadku kobiet jest to 60,5 proc. Nadwaga i otyłość są definiowane za pomocą współczynnika BMI (uzyskuje się go przez podzielenie masy ciała w kilogramach przez kwadrat wysokości w metrach). To powszechnie stosowany miernik. BMI w wysokości 25-30 to nadwaga, powyżej 30 – otyłość. Największy problem z nadmiarowymi kilogramami mają w Europie Czesi, gdzie problem ten dotyka 72,8 proc. dorosłych mężczyzn i 61,8 kobiet. Najwięcej pań mających problem z wagą jest na Malcie – 63,7 procent. Teoretycznie w kwestii nadwagi i otyłości najlepiej jest w Estonii, ale przy wskaźnikach 64,2 proc. w przypadku męskiej części populacji i 56,9 żeńskiej nie można mówić o dużym zróżnicowaniu tych wskaźników w Europie. Dlaczego utrzymanie „zdrowiej” masy ciała jest takie ważne? Badanie Globalnego Obciążenia Chorobami umieszcza nadwagę na trzecim miejscu wśród najpoważniejszych czynników łącznego obciążenia chorobami (czyli jej obecność zwiększa ryzyko wystąpienia rozmaitych chorób) dla mieszkańców każdej części Europy. Komentarz eksperta: Dlaczego Europejczycy mają problem z utrzymaniem prawidłowej wagi ciała? Prof. Artur Mamcarz, Kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii WUM w warszawskim szpitalu SOLEC: To nie jest problem tylko Europejczyków, a całego świata. Kwestia braku potrzeby aktywnego ruchu, bo mamy tysiące ułatwień, nie ma więc żadnego powodu, żebyśmy się więcej ruszali. Wszędzie jeździmy samochodem albo innym środkiem komunikacji. Druga sprawa – wszechobecny dostęp do wysokokalorycznego jedzenia, którego obrazy bombardują nas cały czas. Człowiek wjeżdża do miasta, wszędzie są plakaty, włącza telewizor – reklamy. Producenci marzą tylko o tym, żeby zaspokoić konsumentów, wytarzają wafelki, batoniki, słodkie pączki. Nikt prawie nie reklamuje błonnika z warzyw ani soku z marchwi. Trzeba wiedzieć, że słodycze zaspokajają szybką potrzebę nagrody. Ten mechanizm można sobie wyrobić za pomocą ćwiczeń, podczas których wydzielają się hormony szczęścia – endorfiny. Ale to trwa długo. A tu można kupić batonik i po chwili mieć to samo. Jeśli człowiek nie wypracuje sobie zbilansowanych wydatków energetycznych, to tyje. Materiał opracowała Anna Piotrowska Cały raport można znaleźć tutaj:

polska na tle europy